Asiak zatrudnia.

czwartek, lutego 14, 2008

Po czterech latach.

Zapraszamy na http://interwiu.from.hell.pl/

poniedziałek, lipca 26, 2004

Dwie rzeczy

Rekrutacja mi się skończyła. Yacoob sugeruje, że powinnam tu umieszczać także inne kfiatki - z codziennej pracy. Co Wy na to? :) Wpisywać się mi tu.

Z innej beczki - MFAQ of the week - "czy zatrudniliście już kogoś?" Owszem. Zatem możecie nie przysyłać CV. Aha, i nie jest on bohaterem żadnego z poniższych kwiatków :>

a.

sobota, lipca 24, 2004

Przypomniało mi się.

No to piszę.

[cośtam cośtam swap]
P: No właśnie, a co to jest swap?
O: To jest obraz pamięci RAM na dysku.
P: A kiedy taki obraz jest tworzony?
O: No... Eee... Hm... Nooo... wtedy gdy są jakieś ważne dane w tej pamięci.

piątek, lipca 16, 2004

Coś w rodzaju disclaimera.

Dla czepialskich ;)

Znalazło się parę osób, które wyciągnęły działa w stylu "a maska to kiedyś nie musiała być ciągłojedynkowa od lewej", "za pomocą referera wszystkiego nie wytniesz" i inne.

Powiem tyle: marzyłam i pragnęłam, żeby ktośkolwiek się wreszcie wziął i doczepił :) To wszak świadczy o jakiejś tam wiedzy na temat. Alas.

czwartek, lipca 15, 2004

Lubię Systemy Operacyjne, cz 3.

P: No to jak pan pod Linuksem założy usera?
O: adduser.
P: No dobrze, a co ten program konkretnie robi?
O: Zakłada usera?
P: A nie można inaczej?
O: Nie.
P: A czemu?
O: No bo się nie da, bo trzeba by ręcznie grzebać w /etc/passwd
P: No i...?
O: No i w tym pliku są zaszyfrowane hasła użytkowników.
P: Już od jakiegoś czasu jest "x", a hasła gdzie indziej, wie pan, gdzie?
O: No... nie, one są w passwd!
P: No, skoro się pan upiera... A jakie jeszcze informacje są w passwd?
O: Username... Hasło zaszyfrowane md5...

Ale się uparł.

P: I coś jeszcze?
O: Grupa? I chyba już nic.

Gwiazdka z nieba, część 2.

P: Czy da się utworzyć plik o nazwie * (gwiazdka)?
O: Da się.

Joy!

P: A czy da się go skasować?
O: Nie, nie da się, bo skasowalibyśmy tym samym wszystkie pliki w katalogu.

Ziutek, czyli Lubię Systemy Operacyjne cz.2.

P: Czy superużytkownik w uniksie może się nazywać, dajmy na to, Ziutek?
O: Nie.
P: Dlaczego?
O: No bo się nazywa "root".

Uh.

P: A gdybyśmy chcieli, żeby użytkownik Ziutek mimo wszystko miał prawa superusera?
O: No... to może się zalogować na ziutka i zrobić "su".
P (koło ratunkowe): A wie pan, co to UID?
O: No... id usera?
P: No właśnie... a czy superużytkownik nie ma jakiegoś specjalnego UID-a?
O: Chyba nie.

Jestem doświadczonym administratorem.

Po tym wymiękliśmy absolutnie.

P: Jaką komendą usuwa się pliki w uniksie?
O: [ namysł ] Hm... No... No nie pamiętam. Coś na "r".

RRRRRRatunku!

Gwiazdka z nieba, część 1.

P: Czy można w uniksie utworzyć plik o nazwie * (gwiazdka)?
O: Nie.

Znam SQL-a. Nawet robię raporty.

P: Ma pan tabelkę o nazwie "pracownicy" z polami "imię, nazwisko, zarobki". Chce pan z niej wyciągnąć imiona i nazwiska i posortować po zarobkach.
O: SELECT imie, nazwisko FROM pracownicy ORDER BY zarobki - a rosnąco czy malejąco? Bo to zależy, czy ASC czy DESC...
P: No dobrze. To chyba pan wie.

Ale musiałam się wciąć, wredna suka ja.

P: A załóżmy, że Kowalska wyszła za Malinowskiego i zmieniła nazwisko. Jaką komendą zmieni jej pan nazwisko w tabeli?
O: ALTER TABLE... nie pamiętam składni, przepraszam.

szloch

Interesuję się przede wszystkim systemami operacyjnymi.

No to przecież nie wypada nie porozmawiać z panem o jego zainteresowaniach... Pytał Radek. To było już na etapie, gdy pytania miały postać "krowie na granicy".

P: Czy plik w Linuksie może mieć więcej niż jedną nazwę?
O: No... może.
P: No dobrze, a jak to się nazywa?
O: Alias?
P: No... to też w pewnym sensie jest prawda, ale o coś innego mi chodziło, prawdę mówiąc.
O: Powiązanie symboliczne?
P: Prawie dobrze, z tym że "dowiązanie". A czemu symboliczne? Innych pan nie zna?
O: Nie.
P (wzdycha): A jaką komendą utworzy pan takie dowiązanie? Załóżmy, że ma pan plik plik1 i chce pan go "nazwać" plik2.
O: ln -s [długi namysł nad kolejnością, w końcu wylosował błędną odpowiedź] plik2 plik1
P: Bardzo dobrze, dwója!

Kwiatek trywialny adresacyjny nr 2.

P: Czy maska 255.255.255.0 będzie poprawna?
O: Tak.
P: No dobrze... A taka? 255.255.0.255?
O: Tak.
P: Jest pan pewien?
O: No... jestem przekonany, że istnieją sieci, w których taka maska może działać.

Nie pytaliśmy, jak skutecznie.

Nadzieja na horyzoncie.

Za radą znajomych pożyczyłam kilka pytań z pewnego quizu dla nerdów. Jeśli w niego grasz, nie czytaj dalej.

P: Jaki proces ma zawsze PID=1?
O: Hmm... No powiem szczerze, że nie wiem.

Dobrze, lubimy szczerość ;-)

O: ...ale wiem, gdzie sprawdzić!

Zaczynam w tym momencie myśleć "dobre i to w ciężkich czasach".

Kwiatek ambitny nr 2.

P: "Jak by pan przyspieszył apacza?"
O: [...długi namysł, stęknięcie, spojrzenie spode łba "czego ta ruda kurwa właściwie chce?"]

Dodam, że prawidłowych odpowiedzi jest kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt. Go figure.

Kwiatek trywialny adresacyjny.

P: Czy adres IP 123.212.132.364 będzie poprawny?
O: Nie!
P: No dobrze... a dlaczego?
O: Bo to broadcast!

Kwiatek ambitny nr 1.

Pytanie: Ktoś umieszcza w iframce zawartość Pana strony. Co Pan może z tym zrobić? Bo wszak pasmo Panu wysyca, prawa autorskie łamie...
Odpowiedź: Dzwonię? Mogę zadzwonić? Na policję? Do sądu podać?
P: No dobrze, ale chodziło o kwestie bardziej techniczne.
O: [namysł] Wycinam na firewallu.
P: ...Klienta?
O: A, fakt, bo to po stronie klienta będzie. Hm. No to nie wiem.
P (rzucamy koło ratunkowe): A od strony serwera www nic Pan nie może zrobić?
O (coś świta): No... zajrzę w logi.
P (z nadzieją): No dobrze, i co w tych logach?
O: No... szukam przesłanek, które mi powiedzą, że klient się łączy z tamtej strony.
P: Przesłanek? Czyli musi Pan zgadywać, skąd klient przychodzi?
O: (z dużą dozą pewności) Tak, bo nie mam jak jednoznacznie tego stwierdzić.

Przystępujemy do rozmów.

Ponieważ mój szef się rozchorował, do interwiuwania biedaków został oddelegowany kolega Radek, szef działu obok, człowiek z niesamowitym poczuciem humoru, a do tego potrafiący być odpowiednio groźny, gdy powaga chwili tego wymaga. Znany jest także z tego, że zadaje kandydatom podchwytliwe pytania i, co gorsza, zna na nie odpowiedź. Przykłady podchwytliwych pytań - w kolejnych kwiatkach.

Jajako członek zespołu, w którym miałby zasiadać Nowy Nabytek, zostałam dołączona do teamu rekrutacyjnego. Uzbroiłam się zatem w kawałek dokumentacji po angielsku w celu weryfikacji znajomości języka oraz w listę Chyba Jednak Zbyt Ambitnych pytań opisowych.

Zadzwoniłam do kandydatów, poumawiałam się na rozmowy na najbliższe trzy dni. (Tu od siebie dodam, że wysoce nierozsądną rzeczą jest podawanie na skądinąd ciekawym CV nieistniejącego numeru telefonu. Ale, 11. Pechowców nam nie trzeba.)

Potem była kupka.

Kupka cefałek, jakie napłynęły w odpowiedzi. Szef przyszedł z wielką stertą (liczącą sobie ok. 60 sztuk) i powiedział "przesiej".

Po przesianiu zostało 'naście.

Tego, co zostało odrzucone, nawet nie ma sensu wspominać, może z jednym wyjątkiem: wzruszyło mnie okrutnie CV pana, który pochwalił się następującymi projektami realizowanymi podczas studiów, zawodowych zresztą:

1) Rodzaje, zastosowanie, specyfikacja sieci komputerowych LAN/WAN/MAN
2) Projekt strony www w programie Frontpage
3) Prezentacja multimedialna w programie PowerPoint

Mega.

Na początku było ogłoszenie.

Poszukujemy pracownika na potrzeby [Dużej Instytucji Finansowej] na stanowisko:

Informatyk

Zadania:
administracja serwerami WWW (Linux RedHat, Apache),
udział we wdrożeniu i rozwoju serwisów,
administracja serwerem z bazą danych MS-SQL pod Windows 2000 Advanced Server,
prace administracyjne przy serwerach unix'owych (FreeBSD, Sun Solaris, obsługa pracujących tam aplikacji).

Wymagania:
wykształcenie wyższe (min. średnie techniczne/informatyczne),
min. 3-letnia praktyka w zawodzie informatyka,
min. 2- letnie doświadczenie na stanowisku administratora systemów,
znajomość administracji systemem operacyjnym unix (Linux RedHat, FreeBSD),
znajomość administracji systemem Windows 2000 Server,
znajomość administracji bazą danych MS-SQL,
znajomość języka angielskiego (również technicznego).

Od czego się zaczęło...

Właśnie jestem po paru dniach prowadzenia rekrutacji do swojego zespołu. Na stanowisko dość wąsko zarysowane - żaden helpdesk, żadna sieć, ot, administracja paroma pudełkami. Z kilkudziesięciu CV udało się wyłonić paręnaście, w których była chociażby wzmianka o tym, że dany kandydat ma doświadczenie w temacie, który nas interesował. Reszta CV robiła wrażenie wysłanych w ciemno. Przeprowadziłam zatem kilkanaście rozmów z "wybitnymi specjalistami od wszystkiego".

I co się okazało? Poziom wiedzy specjalistycznej większości z nich w temacie, który jakoby znają dobrze, był miejscami żenujący do tego stopnia, że zastanawiałam się, jakim cudem niektórym z nich udało się przepracować parę lat na stanowiskach zbliżonych do tego, na które aplikowali. Kwiatki, które usłyszałam na niektórych rozmowach, będę jeszcze długo przy wódce wspominać i opowiadać dzieciom w ramach horror-stories. Po raz kolejny przekonałam się, że stwierdzenie, że jak ktoś się zna na wszystkim, to nie można liczyć, że będzie znał się dobrze na czymkolwiek, nie jest li i jedynie truizmem. Howgh.

W następnym odcinku -- konkretne kwiatki.