Asiak zatrudnia.

czwartek, lipca 15, 2004

Od czego się zaczęło...

Właśnie jestem po paru dniach prowadzenia rekrutacji do swojego zespołu. Na stanowisko dość wąsko zarysowane - żaden helpdesk, żadna sieć, ot, administracja paroma pudełkami. Z kilkudziesięciu CV udało się wyłonić paręnaście, w których była chociażby wzmianka o tym, że dany kandydat ma doświadczenie w temacie, który nas interesował. Reszta CV robiła wrażenie wysłanych w ciemno. Przeprowadziłam zatem kilkanaście rozmów z "wybitnymi specjalistami od wszystkiego".

I co się okazało? Poziom wiedzy specjalistycznej większości z nich w temacie, który jakoby znają dobrze, był miejscami żenujący do tego stopnia, że zastanawiałam się, jakim cudem niektórym z nich udało się przepracować parę lat na stanowiskach zbliżonych do tego, na które aplikowali. Kwiatki, które usłyszałam na niektórych rozmowach, będę jeszcze długo przy wódce wspominać i opowiadać dzieciom w ramach horror-stories. Po raz kolejny przekonałam się, że stwierdzenie, że jak ktoś się zna na wszystkim, to nie można liczyć, że będzie znał się dobrze na czymkolwiek, nie jest li i jedynie truizmem. Howgh.

W następnym odcinku -- konkretne kwiatki.

1 Comments:

  • At 10:19 PM, Blogger Unknown said…

    Dokladnie...chyba po czesci stwierdzenie ze jezeli sie ktos zna na wszystkim to jest do niczego odnosi sie do samej propozycji.
    Jezeli ktos sie interesuje systemami Unix to ciezko aby byl dobry w MS i bazie danych pod ten system :)

     

Prześlij komentarz

<< Home